2.
z dedykacją dla Nats.
za to, że obracasz moje wieczory do góry nogami.
za to, że podczas rozmów z Tobą, nawet, gdy jestem w totalnej
rozsypce, wystarczy, że wdamy się w dyskusje odnośnie S. i nagle wszystko jest okay.
za to, że jesteś.
z góry przepraszam, kochana, że kiepskie. ;*
love. <3
Wpadliśmy na siebie. Tak po prostu. W środku nocy. W środku miasta. Dwoje samotnych, zimnych ludzi. Tak nierealnie. Tak niebywale. Tak magicznie.
Siadamy na samej krawędzi dachu. Czujesz jak przyjemnie wiatr muska nasze rozgrzane policzki? Tak, to tutaj od niespełna trzech miesięcy przesiaduję niemal codziennie. To tutaj gubię się i odnajduję w swojej samotności. Tutaj, zawsze kilka minut przed dziewiątą, wysyłam SMS a o treści tęsknię. Zawsze do tej samej osoby. Zawsze z takim samym skutkiem - bez odpowiedzi. Kim jest ta osoba? Do tego przejdziemy później. Na razie wróćmy do kwestii szpitala. Spędziłem tam dwa tygodnie. Ból był nieustanny, szczególnie dawały o sobie znać żebra. Jednak to poczucie osamotnienia bolało najsilniej. Myślałem, że mogę liczyć na moją matkę, że będzie w stanie uwierzyć w moją historię, w to, co tak naprawdę wydarzyło się tamtego dnia. Ale ona wydawała się być głucha na moje tłumaczenia. Przychodziła wprawdzie codziennie, ale nigdy nie siadała przy łóżku, nie próbowała także ze mną rozmawiać. Przynosiła tylko kilka smakołyków, które zostawiała na małym, kiwającym się stoliku tuż przy szpitalnej koi, chwilę przypatrywała się mojej twarzy, po czym nerwowo potrząsała głową i wychodziła. To wszystko. Wiedziałem, że nie mogę liczyć na nic więcej z jej strony. Jak i zresztą każdego, kogo znałem. Byłem zupełnie sam. Zagubiony i mizernie nieszczęśliwy. Nie miałem bladego pojęcia, co będzie dalej, jak potoczy się mój los, jednak, jak okazało się kilka dni później, kiedy wróciłem do domu, matka i ojczym doskonale wiedzieli, jakie kroki podejmę następnie. Postanowili, że zamieszkam z babcią w Londynie, dzięki czemu będę mógł uczęszczać na najlepsze zajęcia dla trudnej młodzieży. Trudnej młodzieży? Ja nie byłem trudnym nastolatkiem, prawdę mówiąc nie sprawiałem większych problemów wychowawczych To oni sprowadzali mnie na stracenie. Podkładali mi kłody pod nogi za każdym razem, kiedy jakimś sposobem udawało mi się podnieść. Była jeszcze Gemma, moja starsza siostra, z którą miałem doskonały kontakt, dopóki kilka miesięcy wcześniej nie uciekła od zgiełku panującego w naszym domu. Chciała zabrać mnie ze sobą, ale matka w życiu by się na to nie zgodziła. Uważała, że w pojedynkę jesteśmy nieznośni, co więc mogłoby przydarzyć się nam w duecie. Więc, kiedy ona wyjechała byłem zdany wyłącznie na siebie. Uciekłem się do alkoholu i kilku zejść narkotykowych. Ale nie, nie byłem trudnym nastolatkiem. Nie opuszczałem zajęć w szkole i nie dopuszczałem się bójek. O tym, co tak naprawdę działo się w moim świecie, wiedziałem tylko ja sam. Jednak to nie ja byłem osobą, która miała prawo decydować o swoim własnym losie. Cztery dni później byłem już w Londynie. Wiesz, gdzie mieszkała moja babcia? Właśnie tutaj, w tym budynku, na dachu którego właśnie siedzimy, rozmawiając i upijając się gorzkimi procentami. Odgarniając kosmyk włosów z zaróżowionego policzka pytasz, czy lubię to miejsce. Lubię na tyle, by dalej tu mieszkać. Co prawda.. kiedy mieszkaliśmy tu RAZEM z osobą, której historię poznasz niebawem, lubiłem je dużo bardziej. Rzekłbym nawet, że byłem nim zafascynowany. Szczególnie podczas deszczu, kiedy krople ciężko uderzały o masywne parapety, wystukując tym samym coraz to nowe melodie, a my, siedzieliśmy wtuleni na naszej starej, zapadniętej sofie i rozmawialiśmy. Godzinami. Kiedyś postanowiliśmy na jakiś czas się przeprowadzić. Do czegoś nieco bardziej modernistycznego, aniżeli te stare, niezbyt przestronne mieszkanie w kamienicy. Jednak, mimo histerycznego pragnienia posiadania balkonu, które zaspokoił nasz nowy apartament, po dwóch miesiącach wróciliśmy na stare śmieci. Przymykam na chwilę oczy i chyba odpływam , bo po chwili czuję Twoje palce, kiedy lekko szturchasz mnie w bok. Natychmiast wracam do rzeczywistości, posyłając Ci przepraszający uśmiech.
- Chciałabym poczuć magię tego miejsca.
- To tylko dwa piętra niżej.
Poczułem, że chcę, byś wiedziała ... widziała więcej, niżeli jestem w stanie przekazać Ci samymi tylko słowami. Nagle zapragnąłem stanąć przed Tobą otworem. Harry Styles, miękki jak gąbka, gotowy pokazać Ci siebie od wewnątrz.
Płyta DVD.
Rok 2010.
I zapomnij, że jesteś, gdy mówisz, że kochasz.
- Przestań, Harry! Naprawdę musisz kręcić te swoje durne filmiki nawet kiedy pracuję? - Libby podniosła wzrok znad sterty dokumentów porozrzucanych na całej powierzchni dębowego biurka i kierując twarz w stronę obiektywu, rzuciła pogardliwe spojrzenie.
- Wyglądasz uroczo, kiedy pracujesz. - Odpowiedział nieco zachrypnięty głos po drugiej stronie obiektywu, po czym Jego właściciel odłożył kamerę w jakieś bliżej nieokreślone miejsce i skierował obraz z powrotem na ciemnowłosą dziewczynę. Po chwili znalazł się tuż obok niej i okrył jej ramiona pledem w kolorze kakaa. Obróciła się ku niemu i chwytając oburącz Jego roześmianą twarz, przysunęła ją ku swojej własnej i ucałowała malinowe usta chłopaka.
Zatrzymuję film, pragnąc złapać oddech i powstrzymać łzy, usilnie wkradające się pod powieki. Dokładnie pamiętam tamten dzień. Chociaż minęły już trzy lata, mam wrażenie, jakby to było wczoraj. Jestem przekonany, że gdybym zamknął oczy, byłbym w stanie wytężyć pamięć na tyle, by do moich nozdrzy dotarł zapach perfum, których Libby użyła tamtego dnia...
Scena numer 2.
Jesteś odpowiedzią na każdą modlitwę, jaką zanosiłem. Jesteś pieśnią, marzeniem i szeptem. Sam nie pojmuję, jakim cudem tyle czasu bez Ciebie wytrzymałem.
- Libby, kochanie, nie mogłam wyobrazić sobie piękniejszej Panny Młodej! - Starsza, jasnowłosa kobieta załkała cicho, ukradkiem wycierając łzy, bezwolnie kreślące przezroczyste szlaczki na jej rumianych policzkach, po czym szeroko rozłożyła szczupłe ramiona i zagarnęła swoją jedyną córkę w matczyny uścisk. - Wyglądasz naprawdę zjawiskowo. - Dodała, składając na czole dziewczyny subtelnego całusa. - No, a teraz leć, Pan Młody jest już gotowy, by Cię poślubić.
- Mamo...? - Kobieta już zdążyła obrócić się na pięcie i przestąpić kilka kroków w stronę drzwi, aczkolwiek zareagowała natychmiast, kiedy usłyszała głos córki.
- Tak, kochanie? - Libby chwyciła drobne dłonie rodzicielki i spojrzała głęboko w jej błyszczące, lazurowe tęczówki.
- Ja .. to znaczy My...spodziewamy się dziecka. Ale nie...nie, to nie dlatego postanowiliśmy się pobrać. Prawdę mówiąc Harry jeszcze nic nie wie. Zamierzam powiedzieć Mu o tym dziś, niech to będzie Nasz bardzo osobisty prezent ślubny! - Powiedziała na jednym wdechu, cały czas się uśmiechając. Matka natychmiast uścisnęła Libby, gorąco jej gratulując. Tak, zdecydowanie była szczęśliwa. Obie były.
Mówię Ci, że ja też byłem szczęśliwy. Libby była wszystkim, całym moim światem, oczkiem w głowie. A kiedy jeszcze doszła wiadomość o ciąży, byłem wniebowzięty. Co prawda ślub nie był do końca taki, na jaki liczyłem, ponieważ atmosferę burzyła opryskliwość mojej matki i komentarze ojczyma, który bezwstydnie obrażał mnie przy każdej nadarzającej się okazji, ale tak naprawdę liczyło się tylko to, że to właśnie Ona, moja wymarzona kobieta, była o krok od zostania moją żoną. Do pełni szczęścia brakowało Nam tylko tej małej istotki, która niebawem miała pojawić się na świecie.
Na myśl o kolejnych etapach historii Libby poczułem mdłości. Sielanka nie trwała długo. Sięgam po album ze zdjęciami i siadając obok Ciebie, rozkładam go tak, by przewracanie kartek nie sprawiało żadnych trudności, a przy tym dbam o widzialność fotografii, które zamierzam Ci pokazać. Na jednych jestem ja sam, na innych z Gemmą, babcią, czy przyjaciółmi, których poznałem w ośrodku. Są też zdjęcia z Nim. Nim wyjątkowym, bo jego historia zajmie nam naprawdę sporo czasu. Są też fotografie z Libby. I kilka zdjęć na której możesz ujrzeć śliczną twarz mojej córki. Darcy narodziła się 4 grudnia i była najpiękniejszym, co do tej pory widziały moje oczy.
- Jest piękna.
- Była piękna.
- Niestety, pańskiej żonie się nie udało, Panie Styles. Teraz walczymy o życie Pańskiej córki.
Takie słowa usłyszałem od lekarza prowadzącego ciążę mojej żony. Wyobrażasz sobie, co poczułem? Świat upadł z gwiazd na ziemię, kolana ugięły się pode mną, upadłem jak kłoda na zimną podłogę w szpitalnym holu. Łkałem jak dziecko, uderzając pięściami na oślep. Z tamtej nocy pamiętam tylko chłodne dłonie lekarza, który podawał mi leki uspakajające. Pamiętam zapach śmierci, który unosił się wszędzie, dookoła mnie, zwiastując, że oto właśnie ja, Harry Styles, straciłem serce, które odeszło wraz z nią. Tylko myśl o córce trzymała mnie przy życiu. Przez kolejne dni patrzyłem na nią - tak małą, bezbronną, niewinną. Chciałem bezustannie trzymać ją w ramionach, składać subtelne pocałunki na jej jasnych policzkach, pozwalać, by zaciskała malusieńkie piąsteczki na moimi kciuku... Chciałem, żeby żyła. Odeszła po dwóch tygodniach, jej słabiutki organizm nie był w stanie utrzymać jej przy życiu. I wraz z jej śmiercią, straciłem wszystko, co miałem. Stałem się bezużytecznym, niepotrzebnym wyrzutkiem, którego znienawidziłem. I tak naprawdę najbardziej bolał mnie fakt, że nie zdążyłem się z Nimi pożegnać. Nie zdążyłem powiedzieć, pokazać, udowodnić, jak bardzo je obie kochałem. Miałem być mężem i ojcem, stałem się zupełnie nikim...
Pierwsze tygodnie po Ich śmierci ciągnęły się w nieskończoność. Upijałem się do nieprzytomności i podejmowałem się wszystkiego, co w moim mniemaniu miało załagodzić ból. Jednak ciągle było tylko gorzej. Po pierwszej fazie mojego cierpienia nadeszła część druga. Opamiętałem się z alkoholem i zacząłem całe dnie spędzać w naszej sypialni. Otwierałem wszystkie szafy, w których znajdowały się jej ubrania i ze strachu przed tym, że jej zapach może się ulotnić, zamykałem wszystkie okna i kładłem się na podłodze, wdychając cudowną woń, która pozostanie w mojej pamięci na zawsze. Woń lawendowego płynu do płukania i mięty. Tak, byłem wtedy o krok od przekroczenia cienkiej granicy między tęsknotą, a obłędem. Na szczęście wpłynęła na mnie Gemma, która małymi kroczkami doprowadziła mnie do stanu, w którym wreszcie zdołałem na własną rękę szukać pomocy dla siebie. Pierwszy raz od długiego czasu zapragnąłem żyć, nie umierać. I wtedy poznałem Jego...
I odtąd zima zawsze będzie mi Ciebie przypominać. Wtedy się poznaliśmy.
Biel.

każdy Twój rozdział mnie zadziwia! pozytywnie zaskakuje! jest świetny! kocham ten blog! xx
OdpowiedzUsuńczekam na kolejne części <3
BOŻE KOCHAM CIĘ ELS <33333333
OdpowiedzUsuń~domka.