Z dedykacją dla Dominiki. ;*
jesteś niesamowita. <3
Nie chcę zapomnieć. Nie mogę zapomnieć. Smutek po prostu taki jest...
Chris nie był tylko ładną twarzą. Był przede wszystkim facetem, który jako pierwszy od czasu wydarzeń z moim ojczymem, nie wzbudzał we mnie niechęci. Odkąd zobaczyłem Go po raz pierwszy byłem zdumiony jakąś ciepłą aurą, która pojawiała się wszędzie tam, gdzie przebywał. Ludzie lgnęli do niego jak ćmy do światła. To samo działo się względem mnie. Na początku tylko mu się przyglądałem. Lubiłem sposób, w jaki poprawiał sobie włosy, czy w zabawny sposób przygryzał dolną wargę, kiedy z kimś rozmawiał i najwyraźniej słuchał czegoś niezwykle fascynującego. Wydawało mi się, że zupełnie nie zauważa mojej obecności - w końcu pojawiałem się wszędzie tam, gdzie on. Najwyraźniej grubo się myliłem.
- Często mnie obserwujesz - Powiedział z uśmiechem pewnego styczniowego poranka, kiedy to znudzony obecnością Louisa, który bezskutecznie próbował namówić mnie do rozmowy, udałem się do sali wspólnej i usiadłem przy jednym z wielu ustawionych tam stolików.
- Nieprawda - Odparłem zupełnie zaskoczony i oparłszy się na łokciach, schyliłem głowę, pragnąć za wszelką cenę uniknąć Jego wzroku.
- Ale to nic - Uśmiechnął się zawadiacko, mrużąc oczy. -
Lubię być w centrum zainteresowania - Dodał i okręcając się na pięcie, odszedł w stronę grupki ludzi zebranych przy fortepianie.
Hello, Mr. I-don't-know-what-the-fuck-Your-name-is
I'm drawn to You
Something's magnetic here.
Po chwili rozbrzmiała piękna melodia, do której następnie dołączył wysoki, donośny śpiew. Śpiew Chrisa. Na zawsze zapamiętam ten moment, bo właśnie wtedy na jedną, krótką chwilę wróciła do mnie cała radość życia. Zainspirował mnie oddaniem, pasją, jaką wkładał w wykonanie tego utworu. Wiedziałem już, że od tego momentu częściej będę schodził do wspólnego pokoju, mając nadzieję, że jeszcze kiedyś uda mi się posłuchać Jego śpiewu.
- A co z Louisem? Doszliście do porozumienia? - Pytasz, a ja automatycznie wzdrygam się na wspomnienie tamtych miesięcy. Miesięcy, kiedy to z całego serca nienawidziłem Louisa Tomlinsona.
- Nie było mowy o porozumieniu, moja droga. Pragnąłem za wszelką cenę, wszelkimi możliwymi sposobami, regularnie i z premedytacją, zatruwać mu życie. I wkurzałem się, kiedy wszystko, co robiłem względem Jego osoby, pozostawało bezskuteczne. Im więcej wysiłku wkładałem w próbę wzbudzenia w nim choć odrobiny złości, tym wydawał się być dla mnie milszy - Przewróciłem oczami z dezaprobatą, na co, ku mojemu zdziwieniu, zaśmiałaś się perliście, a ja dodałem kolejną cechę do rzeczy, które w Tobie lubię : dźwięk Twojego śmiechu.
Głębiej osadzam się na kanapie, a Ty najzwyczajniej w świecie wtulasz się w moje ramię. Przechodzą mnie dreszcze. Od dawna nikt nie naruszał mojej przestrzeni. Ty to zrobiłaś i musiałem przyznać przed sobą samym, że... bardzo mi się to spodobało. Objąłem Cię lekko, rozluźniając mięśnie aż w końcu poczułem się całkiem komfortowo. Nie wiem, czy taki wpływ miała na mnie Twoja osoba, czy też spora ilość spożytego alkoholu, ale wtedy nie miało to najmniejszego znaczenia.
- Nie przepadam za Tobą, Louis. Prawdę mówiąc szczerze Cię nie znoszę - Powiedziałem pewnego wieczoru, tuż po tym, jak po całym dniu spędzonym w pokoju wspólny, wróciłem do siebie, gdzie, jak zawsze, zastałem Tomlinsona. Nie wydawał się moimi słowami zaskoczony, w końcu powtarzałem je codziennie jak mantrę.
- Słuchaj, Harry .. - Zaczął, jednak ja nie pozwoliłem Mu skończyć.
- ... Ale jest coś, o czym chciałbym z Tobą porozmawiać - Wybałuszył oczy i natychmiast usiadł na krawędzi mojego łóżka, w skupieniu wpatrując się w moją twarz. -
Nie, to nie to o czym myślisz. Nie zamierzam spowiadać Ci się ze swoich problemów - Zagadkowo pokręcił głową, wzdychając głośno.
- Mogłem się tego domyśleć.
- Jest taki chłopak, ciągle spotykam Go w sali wspólnej. Pięknie śpiewa. I gra na fortepianie. Wiesz coś na Jego temat?
- Masz na myśli Chrisa? - Louis spoglądał na mnie z zaciekawieniem.
- Nie wiem, jak ma na imię, dlatego pytam Ciebie. Ty znasz wszystkich pacjentów.
- To na pewno Chris. Tylko on daje koncerty w sali wspólnej. Dlaczego Cię zainteresował?
- Dużo się wokół niego dzieje.
- Mhm, rozumiem ... - Odchrząknął Louis i wstając z łóżka, udał się w stronę drzwi wiodących do jego sypialni.
- Poczekaj! - Zawołałem za nim. -
Mógłbyś mi coś o nim opowiedzieć?
Zamyślił się na chwilę, po czym odparł, że nie powinien rozmawiać ze mną na temat innych pacjentów.
- Proszę, tylko ten jeden raz. Jestem ciekaw - Chyba wyczuł błaganie w moim głosie, bo skierował się spowrotem w moją stronę i zasiadł w tym samym miejscu, co przedtem.
- Chris jest tutaj, ponieważ był bity i poniżany w szkole i poza nią. Ze względu na...swoją orientację seksualną. - Tommo, jak zwykłem na Niego mówić, głośno przełknął ślinę, a w Jego oczach można było dostrzec coś w rodzaju strachu.
Czego się bał?
- Jest...gejem? - Twierdząco pokiwał głową. Wiedziałem. Widziałem to w nim. Ale czy ze względu na TO można kogoś nie tolerować tak bardzo, by zniszczyć Jego psychikę na tyle, by potrzebna była mu kuracja?
Zacząłem współczuć temu chłopakowi, co sprawiło, że jeszcze bardziej chciałem się do Niego zbliżyć.
- Myślę, że powinniście się poznać. Pod pewnym względem jesteście do siebie bardzo podobni.
Bądź moim codziennym powodem do życia.
- Louis miał rację, prawda? Zaprzyjaźniliście się, widzę to po sposobie, w jaki o Nim mówisz - Tak, masz rację. Ja i Chris szybko nawiązaliśmy kontakt. Myślę, że to On był osobą, która ściągnęła mnie z krawędzi, krzycząc 'nie skacz'.
- Zaprzyjaźniliśmy. Później pojawiła się między nami odrobina...miłości. Ale to długa historia, bo jeszcze wtedy Harry Styles z pewnością nie mógł być facetem, którego pociągają inni faceci. Cholera, ogromnie się wtedy myliłem.
...bo serce to nie radio
nie można nastawić go na odpowiednie fale
- Teraz czuję się jak prawdziwy artysta! Najprawdziwszy! - Skandował Chris tuż po tym, jak wspólnie przemalowaliśmy moje niebieskie ściany na śnieżną biel. Zmieniliśmy też wystrój pokoju - w tej kwestii całkowicie zdałem się na Chrisa. Był ekscentryczny i nietuzinkowy - wiedziałem, że jego projekt będzie nieprzeciętny. I nie myliłem się.
- Wygląda naprawdę cool. Dzięki - Uśmiechnąłem się do Niego szeroko. Czułem się prawdziwie szczęśliwy. Chris sprawiał, że chciałem żyć. Chciałem czerpać jak najwięcej z każdej, najmniejszej nawet drobnostki.
On ratował moją duszę.
- Nie wiem, jak mi się odwdzięczysz, Hazz. Nie tylko odmieniłem Twój pokój, ale to ja namówiłem Louisa, żeby się na to zgodził. W końcu pacjenci nie powinni tego robić, prawda?
- Masz rację, nie powinni. Ale Ty nigdy nie odpuszczasz, mam rację? To czyni Cię jeszcze bardziej wyjątkowym - Stanąłem tuż naprzeciw niego i tak po prostu zagarnąłem go w objęcia. Od czasu gdy się poznaliśmy często to robiłem. Lubiłem ciepło i zapach Jego skóry. Pachniał...radością. Na początku dziwił mnie fakt, ile miał w sobie rozradowania po tym wszystkim, co przeszedł, ale później zrozumiałem, że dopiero będąc tutaj, mógł być w pełni sobą.
I był fantastyczny. W każdym calu.
- Ty też jesteś niesamowity, Harry - Zadarł głowę i pocałował mnie delikatnie w kąciki ust. Natychmiast rozchyliłem wargi, na co odpowiedział głębokim, ognistym pocałunkiem. Dłońmi smyrał mnie po karku, przywołując tym samym drżenie na całym moim ciele. Objąłem go w pasie, przyciągając do siebie jak najbliżej. Wyginałem się, stopniowo pochłaniany przez czar, sączący się z każdego dotknięcia naszych ust. Każda komórka zdawała się teraz pulsować. Przygryzał moje wargi, a ja pieściłem dłońmi jego brązowe, jedwabiście miękkie włosy. Czułem na sobie przyjemny ciężar jego ciała, kiedy przyparł mnie do ściany i jeszcze dosadniej wpił się w moje usta. Nieprzytomnie zwarliśmy się w cichym skowycie, a pocałunki budzące gorączkę, przedzierały się pomiędzy chłodną rzeczywistością, prowadząc mnie ku zgubie.
- Co tu się do cholery wyprawia? - Niespodziewanie do pokoju wpadł Louis i zastał mnie i Chrisa w najgorętszym momencie. Natychmiast odsunęliśmy się od siebie jak poparzeni. Tommo stał w drzwiach, nie spuszczając z nas wzroku. Patrzał zupełnie tak, jakbyśmy właśnie popełnili najgorszą rzecz na świecie.
- Myślę, że powinieneś pójść do siebie, Chris - Zwrócił się w stronę mojego przyjaciela. Dlaczego, do cholery, mówił do Niego w
taki sposób? Miałem wrażenie, że jest wściekły, chociaż sam sugerował, żebyśmy się zaprzyjaźnili. Mieliśmy ze sobą o wiele więcej wspólnego, niż przypuszczał.
- Co w Ciebie wstąpiło, Harry?
- Po prostu się ... całowaliśmy. Co w tym złego? - Odpowiedziałem, kiwając głową z dezaprobatą. Byłem młody i rządny przygód. A Chris najzwyczajniej w świecie mnie...pociągał. Czyż nie do takiego właśnie stanu pragnął doprowadzić mnie Louis i reszta terapeutów? Tommo próbował zachować spokój, ja jednak dostrzegłem w Jego wzroku coś...dziwnego. Coś na wzór zawodu. I może..odrobiny smutku.
- To po prostu niedorzeczne, Harry - Odparował i zniknął za drzwiami dzielącymi nasze pokoje.
Położyłem się na łóżku i długo zastanawiałem nad tym, co w niego wstąpiło. Dlaczego widok dwóch całująch się chłopaków wywołał w nim tak wiele emocji? Na początku pomyślałem, że po prostu brak mu tolerancji, jednak po dłuższym namyśle doszedłem do wniosku, że sam musiał doznać podobnych zdarzeń...i być może spotkały go z tego powodu jakieś nieprzyjemności. Przypomniałem sobie o naszej rozmowie na temat Chrisa i o sposobie, w jaki opowiadał mi o Jego orientacji seksualnej. Wiedziałem jedno :
Louis Tomlinson miał tajemnicę, a ja byłem w stanie zrobić wszystko, by ją z niego wyciągnąć.
- I jak mniemam Ci się udało - Mówisz, a ja potwierdzająco kiwam głową.
- Ale o tym opowiem Ci kiedy wstanie świt. Oczywiście jeśli nie uciekniesz - Najwyraźniej nie masz takiego zamiaru, bo sięgasz po koc, znajdujący się na krawędzi kanapy i okrywając Nim naszą dwójkę, wtórnie wtulasz się w moje ramię i zamykasz oczy. Chyba nadeszła pora na sen. Zanim jednak udaje mi się zapaść w objęcia Morfeusza, moje myśli krążą wokół Chrisa. I Louisa. I wszystkich tych obłędnych wydarzeń tamtych dni, które sprawiały, że chciałbym cofnąć wskazówki zegara...
Gdybym mógł cofnąć czas, to wróciłbym do momentu gdy Cię spotkałem i..
znowu bym się w Tobie zakochał