środa, 6 marca 2013

7.


Z dedykacją dla Anii, za Twoją wytrwałość.
Kocham Cię do szaleństwa, ot. <3




Nobody compares to you.
-
Harry.

Powoli otworzył paczkę czerwonych Marlboro. Zdarł folię i rzucił obok siebie, wzdychając przeciągle. Uchwycił w długie palce jedną z białych rurek, ulokował ją między malinowymi wargami i podpaliwszy, głęboko zaciagnął się szarym dymem. Blade światło księżyca wkradło się przez okno, oświetlając Jego skuloną sylwetkę. Przez chwilę delektował się spustoszeniem, jakie nikotyna siała w Jego wnętrzu. Niedbale zgasił niedopałek i niepewnie stawiając gołe stopy na drewnianej podłodze, zsunął się z parapetu. W pokoju panował półmrok, wzniecany niemrawym światłem nocnej lampki. Łóżko typu 'king size' było zdecydowanie zbyt duże dla jednej osoby, tak więc oszołomiony nagłą utratą Louisa, popadł w beztroski błogostan, któremu taktu dodawała Drew. Bezszelestnie wsunął się pod satynową kołdrę i mruknął znacząco, kiedy poczuł obok siebie ciepło jej szczupłego ciała. Ułożywszy się tuż nad nią, pochylił się i delikatnie musnął jej usta, wciąż jeszcze nabrzmiałe od pocałunków. Niezłomnie rozchyliła wargi, pozwalając, by ich języki złączyły się w namiętnym tańcu.
Tej nocy kochał się z nią bez końca. Jednak w głębi duszy wiedział, że żadna przyjemność nie zastąpi bliskości i wsparcia osoby, która przenika do jego wnętrza, nie pod ubranie.

Kiedy przyszła do Niego tej nocy, czuł, że powinien wykorzystać jej obecność, by dać upust swoim emocjom. Oblała go fala pożądania, kiedy czerwona sukienka opadła na podłogę w sypialni. Wydawało mu się, że kiedy posiądzie jej ciało, ustami i dłońmi nakreśli na nim ślad swej obecności, przestaną one należeć tylko do Niego. Staną się niczyje. I będzie jak dawniej. Ale w tym momencie, siedząc na zapadniętym fotelu, towarzyszyła mu tylko tęsknota. Za lazurowymi tęczówkami, gromkim śmiechem, zbyt długą grzywką opadającą na czoło...
-
Kocham Cię miłością szaleńca.
-
Louis.

- Diagnoza jest jasna, jak słońce - Zaczęła ciemnowłosa kobieta, ubrana w długi, biały fartuch. Rzuciła pełne współczucia spojrzenie w stronę Louisa, siedzącego w jej gabinecie. Jego twarz natychmiast pobladła, wargi zszarzały, a zawsze błyszczące oczy zaszły mgłą. Oniemiał. - Cierpi Pan na chorobę nowotworową. Przykro mi.
- To...pewne? - Rozbrzmiało niepewne pytanie.
- Całkowicie.

Wstał i wyszedł na korytarz. Drżącymi rękami dotknął barierki. Zacisnął na niej rękę. Pod stopami czuł zimno płytek, jednakowe, jakie zaczęło rzucać jego wątłym ciałem. Jego wzrok zatopił się w ciemnym otoczeniu. Upadł.

Po przebudzeniu słyszał tylko szum szpitalnej aparatury i tykanie zegara, który beznamiętnie odmierzał czas. Błądził wzrokiem po pomieszczeniu o chłodnej, wręcz lodowatej aurze, która natychmiast przyprawiła go o zawroty głowy. Głośno przełknął ślinę, nagle zdając sobie sprawę ze swojej beznadziejnej sytuacji; nie tylko był ciężko chory - był także śmiertelnie samotny. W tamtym momencie pragnął tylko uścisku Jego dłoni. Świadomości, że jest blisko. Zadrżał z przerażenia. Ciężko opadł na poduszkę, zaciskając powieki.
-
Błagam, byśmy spotkali się w snach.

-
Harry.

Paranoja, pomieszanie zmysłów.
Nie potrafił się opanować. Bez wahania wbiegł do kilniki, w której wszystko się rozpoczęło. Następnie udał się schodami na trzecie piętro. Skręcił korytarzem, mijając małą, oszkloną salę, w której całkiem niedawno spędzał popołudnia, po czym szarpnął za klamkę drzwi, znajdujących się na samym końcu. Zamknięte.  Naparł na nie z całych sił. Nic. Wziął głęboki oddech i rozbiegając się lekko, z impetem uderzył całym ciężarem swojego ciała. Udało się. Drzwi wkońcu odpuściły i rozwarły się z głośnym trzaskiem. Wślizgnął się do środka, oddychając ciężko. Tak, jak się spodziewał - w pomieszczeniu, jak na Louisa przystało, panował idealny porządek. Na dębowym biurku znajdowały się dokumenty, poukładane w równe stosiki. Pojemnik na przybory stał w prawym rogu, a ekran monitora błyszczał czystością - tak samo, jak wszystkie rzeczy, znajdujące się w promieniu kilku metrów. Czarne, obite skórą krzesło, zielone zasłony i takiej samej barwy gruby, turecki dywan. Książki na zawieszonych asymetrycznie szalkach poukładane były alfabetycznie, a dyplomy wiszące na ścianach po obu stronach gabinetu, idealnie oprawione. Wszystko było nieskazitelne - tak, jak sam właściciel. Harry uśmiechnął się na tę myśl, jednak natychmiast wezbrało się w nim zamierzenie, z jakim tutaj przyszedł. Zamierzał znaleźć Lou i zmusić Go do wyjaśnień - nieważne, co miałby dla tego celu poświęcić. Kiedy przeszukiwał szuflady, czuł się zepsuty do szpiku kości. Dłonie mu drżały, kiedy przerzucał kolejne papiery, zdjęcia, karteluszki zapisane ukośnym pismem Tomlinsona. I nagle zadrżał. Na dnie szuflady dostrzegł fotografię. Rodzinną. Dwoje ludzi w średnim wieku i troje dzieci : dwie, niemal identyczne dziewczyny i chłopak. Libby, Drew i... Louis. Obrócił zdjęcie i dostrzegł napis : Zjazd rodzinny, rok 2004. Osunął się na podłogę. Łzy beznamiętnie spłynęły po policzkach, zakreślając szlaczkami swoją obecność. Chciał krzyczeć, ale z Jego ust nie wydobywały się żadne dźwięki.  Zamarł, oszołomiony niespodziewanym odkryciem.

-
Weszła do Jego mieszkania zupełnie nieświadoma tego, co miało nastąpić. Zastała go siedzącego przy kuchennym stole. Kiedy przekroczyła próg, spojrzał na nią oczami przepełnionymi pustką. Uśmiechnęła się, chcąc rozładować napiętą atmosferę, która wydawała się uderzać z każdej strony. Pochyliła się i położyła dłonie na Jego ramionach. Natychmiast je strząsnął i wstając energicznie, chwycił ją za nadgarstki i przygwoździł do ściany swoimi rękoma. Jęknęła, czując dyskomfort.

- Nie tak brutalnie, Styles - Szepnęła, sądząc, że to tylko kolejna już, seksualna gierka ze strony Harrego. Odrobinę się wystraszyła, kiedy na Jego twarzy dostrzegła prawdziwą wściekłość.
- Spierdalaj - Jad sączył się z każdego słowa, które wypowiedział.
- Przecież...
- Wypierdalaj, bo Cię zasztyletuję.

1 komentarz:

  1. warto było czekać, naprawde warto! nie sądziłam ze możesz mnie czym takim zaskoczyć, choroba Lou, odkrycie prawdy przez Harrego? jestem ciekawa co dalej sie wydarzy! nawet nie wiesz jak bardzo brakowało mi Twojego opowiadania, brakuje mi Larrego! nie mogę sie doczekać kolejnej częsci! cudowne jak zawsze!

    KOCHAM CIĘ BARDZO MOCNO <3 tęsknię xx

    OdpowiedzUsuń