You're still in my memory.
Moments.
Harry przetarł zmęczone oczy, ziewając leniwie. Podniósł rękę i spojrzał na zegarek, który cały czas spoczywał na Jego nadgarstku. Dochodziła 20:00. Jak to możliwe, że przespaliśmy cały dzień? Ukradkiem uśmiechnął się do swoich wspomnień i widoku Louisa, który minionej nocy wił się z rozkoszy, podczas gdy jego dłonie zachłannie błądziły po ciele chłopaka. Louisa, u boku którego Harry spędził całą noc i najwyraźniej cały następujący po niej dzień. Obróciwszy się na bok, ku swojemu zdziwieniu, zorientował się, że jest sam. Nie zobaczył - tak, jak się spodziewał - Lou, słodko wtulonego w miękką poduszkę. Rozejrzał się po pokoju - przy otwartym oknie stał wysoki mężczyzna. Ciemne włosy mierzwione przez wiatr i kurczowo zaciśnięte kciuki. Zawołał Jego imię. Louis obrócił się, a Harry przygryzł dolną wargę, skupiając się na Jego nienagannym wyglądzie.
- Zamknij okno, bo się przeziębisz, Boo Bear - Ciemnowłosy nieznacznie pokiwał głową i zrobił to, o co został poproszony, po czym przestąpił kilka kroków, by następnie zająć miejsce w łóżku tuż obok Harrego. Wyciągnął rękę i odsuwając szufladę w komodzie, wygrzebał z niej pogniecioną paczkę papierosów, paczkę zapałek i popielniczkę. Z rzędu białych rurek sięgnął jedną i ulokował ją między wargami. Podpalił i mocno zaciągnął się szarym dymem.
- Wiesz, że nienawidzę, kiedy palisz - Powiedział Harry, wygodniej układając głowę na Jego ramieniu. Lou objął go ramieniem na tyle mocno, że Harry niemal miał wrażenie, że Ich ciała stały się jednością. Niektóre perfumy były jak sensowna treść, którą nosiło się na ciele. Jego były zjawiskowe.*
... po prostu był.
I podobało się to moim ustom, mojej szyji i całemu ciału.
in the cold light of morning.
Nigdy nie wysyłałem do Niego sms-a nad ranem. Nie robiłem tego, bo wspomnienie o naszych wieczornych eskapadach na dach, zwyczajnie przyciągało mnie w tamto miejsce i to właśnie stamtąd - nie mam pojęcia jakie to tak naprawdę ma znaczenie - słałem wiadomość tej samej treści. Ale teraz, kiedy obudziłem się o świcie, pomyślałem o Tobie. Gdzie jesteś?
Tęsknię.
Minuta. Dwie. Trzy...Nic.
- Kochasz mnie, Harry?
Tak, kocham całym sobą.
- Przestań, Lou. Jesteśmy przecież tylko przyjaciółmi.
Strach przed uczuciami, tępione emocje - cały Harry Styles, cały ja i moje pieprzone ego.
A chciałbym Ci wystarczać.
Idealnie pasować do wystających łopatek, dłoni, domu i marzeń.
Obracam głowę, a Ty śpisz tuż obok mnie. Zabawnie marszczysz czoło, jakbyś właśnie w swojej słodkiej otchłani snu, głęboko się nad czymś zastanawiała. Uśmiecham się półgębkiem, nagle zdając sobie sprawę, że mam ochotę Cię pocałować. Delikatnie, ukradkiem, musnąć Twoje usta. Chwilę się nad tym zastanawiam, jednak z obawy, że mógłbym Cię obudzić i odstraszyć tym nagłym impulsem emocji, cichusieńko wymykam się spod koca i wstaję z sofy. Sięgam po papierosa i udaję się na dach, pozwalając Ci spać spokojnie. Znowu jestem na samej krawędzi. Jednak o poranku wszystko wygląda inaczej, nie jest tak intensywne, jak w nocy. Uczucia nie są takie...głębokie. Zaciągając się szarym dymem, rozmyślam nad tym wszystkim, co zaszło w moim życiu. Gdzie popełniłem błąd, co takiego zadecydowało o tym, że zostałem sam? Wtedy po raz pierwszy zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę nie mam nikogo. A myśl o Tobie po raz kolejny wpada mi do głowy.
A Ty kim, kim dla mnie mogłabyś być?
Może czymś w dotyku miękkim tak jak puch?
Siadam i oparłwszy się o szary murek, zamykam oczy. Zapadam w pół - sen, z papierosem tlącym się w dłoni. Budzą mnie Twoje kroki tuż za moimi plecami. Odwracam twarz i obejmuję Cię spojrzeniem. Masz na sobie Jego koszulę. Tę białą w błękitne prążki. I wyglądasz w niej obłędnie. Długie, kasztanowe włosy tańczą na wietrze, a cienki materiał koszuli nie okrywa długich, zgrabnych nóg, od których nie sposób oderwać wzroku. Jesteś piękna. Tak piękna, jak ... cholera. Nagle rozumiem dlaczego właśnie Ciebie wybrałem w barze. Dlaczego to Tobie postanowiłem opowiedzieć swoją historię. Wyglądasz jak Ona. Powoli się podnoszę i nie spuszczając z Ciebie wzroku, zmierzam w Twoją stronę. Wyciągasz ręce w moim kierunku, a ja bez zastanowienia chwytam Cię w objęcia i podnoszę. Kiedy jesteśmy już w mieszkaniu, kieruję się do sypialni i kładę Cię na łóżku. Serce przyspiesza biegu, jestem jak opętany. Stoję nad Tobą, bacznie Ci się przyglądając.
- Chodź do mnie, Harry.
Przecząco kiwam głową. Nie, nie, nie.
- Chodź tutaj Harry i kochaj mnie. Kochaj się ze mną.
Jak w transie skradam się do łóżka i kładę obok Ciebie. Po omacku odnajduję Twoją dłoń i zamykam w swojej. Niebezpieczne ciepło ogarnia moje ciało. Obracasz się na bok i kładziesz głowę na moim ramieniu. Czuję Twój ciepły oddech w zagłębieniu mojej szyji.
- Nie wstydź się, kochaj mnie, Harry. Kochaj mnie. Przecież wiem, że to nie mnie chcesz. Chcesz jej, prawda? A ja jestem jej sobowtórem, jestem jej siostrą, rozumiesz? Libby była moją bliźniaczą siostrą.
Nie wiem, które uczucie jest silniejsze - chęć zdarcia z Ciebie koszuli i odkrycia wszystkich sekretów Twojego ciała, czy nagły napływ tęsknoty za Libby. Moją Libby. Jednak kiedy chwytasz krawędź mojej koszulki, by następnie przesunąć dłonią wzdłóż mojego brzucha, nie pozostawiasz mi wyboru. Energicznie obracam Cię na plecy i siadam na Tobie okrakiem. Podnoszę Ci ręce nad głowę, przytrzymując je swoimi i pochylając się nad Tobą, delikatnie muskam Twoje malinowe usta. Nawet smakujesz jak Ona. Kręci mi się w głowie.
... i boję się, że ten ogień mnie wypali.
- Nie mogę, wybacz.
- Co się stało, Harry?
- On wrócił.
Sięgam po telefon i nagle czuję, że powinienem napisać coś więcej. Coś głębszego, niż głupie 'tęsknię'. Chociaż strach ogarnia całe moje ciało, wylewa się na wnętrzności i paraliżuje, mam wrażenie, że jeśli tego nie zrobię, stracę swoją szansę.
Chociaż odszedłeś, jakaś część ciebie wciąż we mnie żyje.
Nawet kiedy Cię nie ma, moje serce wciąż podąża Twoim śladem.
Tkwisz we mnie.
Jestem Twoim odbiciem, Ty jesteś moim.
Żadne z Nas nie może istnieć oddzielnie.
Podczas, gdy Ty się ubierasz, ja szczelniej okrywam się kołdrą i ukrywam twarz w dłoniach. Wciąż bez odpowiedzi. Czy On jeszcze kiedyś wróci? Skręca mnie w żołądku. Mówisz, że wychodzisz, ale obiecujesz, że niebawem będziesz spowrotem. Ty będziesz, ale...ale On? Łzy zbierają mi się do oczu, kiedy wychodzisz, lekko trzaskając drzwiami. Znowu czuję mdłości. Don't you be out all night long, spend your time on me.
Mija godzina. Dwie. Trzy.
Ktoś naciska na klamkę.
Dźwięk otwieranych drzwi.
Kroki.
Leżę w łóżku, na boku, plecami do drzwi. Nie mam sił, by się odwrócić. Nie mam sił na jakikolwiek ruch. Ktoś zakrada się pod kołdrę. Wróciłaś i naprawdę masz ochotę na takie...rzeczy? Mruczę niezadowolony. I wtedy ktoś mnie obejmuje. Przyjemne ciepło rozlewa się po całym moim ciele. Znam owe uczucie. Znam ten dotyk. I znam ten zapach.
- Lou?
- Też za Tobą tęskniłem, Harry.
Rozgrzej mnie.
I oddychaj mną.

nawet nie wiesz jak bardzo kocham Twoje opowiadanie. nawet Ciebie za to, że stworzyłaś coś takiego. To nic, że zrobiłaś z niego geja, to wcale nie ma żadnego znaczenia. Chcę 6. Proszę.
OdpowiedzUsuń~domka.
Kocham to opowiadanie, brak mi słów żeby opisać jak bardzo mi się podoba! Jest idealne w każdym calu, z niecierpliwościa czekam na kolejne części! <3
OdpowiedzUsuńJesteś niesamowita! x